KSIĘGARNIA KWALO
Produktów 0 szt. Koszyk
 

Legendy babiogórskie

  • Typ: eBook w formacie PDF
  • Ilość stron: 121
  • Wersja elektroniczna - pliki PDF do czytania na komputerze
  • Rok wydania: 2007
  • Wysyłka darmowa
  • Wydawca: Forma.pl
  • Autor: Urszula Janicka-Krzywda
  •  

Streszczenie ebooka

O autorce:

Urszula Janicka-Krzywda – etnograf, folklorysta, dziennikarz, doktor nauk humanistycznych.

Jednym z tematów jej badań i publikacji jest kultura ludowa Karpat, zwłaszcza kultura duchowa: obrzędy, magia, wierzenia, a także folklor słowny. Sporo miejsca w swoich pracach poświęca zbójnictwu karpackiemu.

Legendy, zamieszczone w książce, powstały w oparciu o autentyczne opowieści, przekazywane z pokolenia na pokolenie. Opisane z dużym talentem literackim, interesująco, barwnie, intrygują i wciągają czytelnika.

Fragment:

Kiedy w blasku ognia zobaczył ludzką postać, bardziej się zdumiał niż przeraził. - Żandarm? - co by tu robił w nocy, w taką porę? Leśny? - też nie.

W taki czas stróże leśni siedzą przy babach w ciepłych chałupach, a nie włóczą się po Babiej Górze! Pasterzy na polanach już nie ma,
miesiąc minął od Świętego Michała, dawno stada zegnali do wsi. Taki sam jak on nie szedł by do ognia i człowieka, a raczej uciekał stąd jak najdalej. Zabłąkał się kto? Ale kto?

Drogi tu nie ma, za. po tym pustkowiu, zwłaszcza jesienią, tylko zbójnicy się włóczą i to tylko wtedy jak im kto. Po piętach depce.
Sprężył się w sobie, ostrożnie, patrząc cały czas na przybysza, ścisnął ciupagę leżącą koło nóg, z ulgą pomyślał, że pistolety opatrzył i że na deszczu nie zamokły. Podkurczył  nogi gotów do skoku i jeszcze raz uważnie spojrzał na stojącą postać. Spojrzał i ryknął śmiechem!

Było to chude chłopisko, ubrane cudacznie co niemiara, ociekające wodą - słowem kupa nieszczęścia. Stało to przy ogniu i najchętniej wcisnęłoby się do Bartkowej kryjówki, tylko je strach powstrzymywał. Bartek był chłop nie ułomek, w garści ściskał ciupagę, za pasem sterczały głównie pistoletów, a za plecami połyskiwała lufa opartej o głaz flinty.

Przybysz stał mokry i skurczony, a Bartek zanosił się od śmiechu. Miał się też z kim szykować do bitki! Ha, ha, ha!